Najpiękniejsza pora roku.
Śnieg jest jak deszcz.
2013/12/19
2013/12/05
2013/12/01
Obiektywnie o negatywach, część 2
Jak już wspomniałam ostatnio zeszły weekend spędziłam na zabawie w ciemni.
Obiecywana "część druga" relacji, czyli co i jak.
Obiecywana "część druga" relacji, czyli co i jak.
1. Plener fotograficzny
Większość z nas nie wiedziała nawet, jak założyć negatyw. Po paru technicznych instrukcjach, wylosowaniu tematów na zdjęcia, obejrzeniu inspiracji, nadszedł czas na cykanie zdjęć. Na czuja, światłomierzom nie wierzymy, nie wierzymy też sobie ani w powodzenie misji, że coś wyjdzie, ale za każdym razem przekręcając magiczny pstryk na kolejne zdjęcie, cieszymy się jak dziecko
2. Wywoływanie negatywów
Nadeszła chwila prawdy, gdy okaże się czy cokolwiek wyszło. Negatywy nakłada się na szpule w zupełnej ciemności, więc było to dla nas nie lada przeżycie i stres oczywiście, ale na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem. Kilka prób przy świetle na wywołanych negatywach, później światła gasną, a na szpule wędrują nasze własne negatywy. Potem parę chemicznych procedur, trochę to czasochłonne i uzależnione od stopera. Gdy stres osiągnie maksimum, Justyna wyciąga gotowe negatywy i... ta dam- zdjęcia wyszły! No, już możemy spokojnie oddychać.
3. Skanowanie negatywów
(wcześniej schły cały dzień)
4. Tworzenie odbitek w ciemni pozytywowej
Nasza ciemnia była super. Sami zobaczcie:
Czary polegają na tym, że odbitka powstaje właściwie tylko dzięki 0,5-1s światła (wszystko wcześniej ustawiamy pod powiększalnikiem w zależności od efektu, jaki chcemy uzyskać). Później wrzucamy papier do wywoływacza, gdzie stopniowo pojawiają się elementy naszego zdjęcia. Koniuszek bucika, kawałek kokardki i jeju, jakie to fajne! Później szczypce do ręki i odbitka wędruje do kąpieli przerywającej, a później do utrwalacza, gdzie przestaje być światłoczuła, można zaświecić światło i zobaczyć efekty. Zdjęcia wieszamy do wyschnięcia, z niecierpliwości pomagamy sobie suszarką. Voilà! Próbowaliśmy też luksografii.
Parę skanów negatywów uczestników:
Warsztaty okazały się być jeszcze lepsze, niż przypuszczałam, bawiłam się świetnie i cieszę się ogromnie, że udało się to wszystko zrealizować.
2013/11/24
Obiektywnie o negatywach, część 1
W zasadzie "Obiektywnie" powinnam wziąć w nawias, ponieważ 1.) tak nazywały się warsztaty 2.) obiektywnie na pewno nie będzie.
W miniony weekend spełniło się moje marzenie i miały miejsce warsztaty fotografii analogowej. Projekt powstał z mojej inicjatywy, dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Dom Kultury + Inicjatywy Lokalne 2013. Warsztaty prowadziła Justyna Kadłubicka, która w 2 dni nauczyła kompletnych laików robienia zdjęć na aparatach analogowych, wywoływania negatywów oraz tworzenia odbitek w ciemni pozytywowej, szacun!
Podzieliłam relację na 2 części, bo jak zabrałam się za pisanie całości, poddałam się. Było tyle fajnych rzeczy, że nie wiedziałam od czego zacząć. Więc na początek postanowiłam się pochwalić.
Podzieliłam relację na 2 części, bo jak zabrałam się za pisanie całości, poddałam się. Było tyle fajnych rzeczy, że nie wiedziałam od czego zacząć. Więc na początek postanowiłam się pochwalić.
Było to dla mnie bez dwóch zdań najlepsze doświadczenie w dotychczasowej zabawie z fotografią. Początkowo nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że nie mogę podejrzeć zdjęć (zboczenie cyfrówki). Bałam się, że będą całe czarne. Ustawienia znacznie się różniły. Negatyw o ISO100 dawał podobne efekty, co zdjęcie cyfrowe o ISO1600 przy tych samych ustawieniach czasu i przysłony. No więc stres był duży, że nic nie wyjdzie. Aparat analogowy i określona ilość klatek do wypstrykania zmusza do tego, żeby przemyśleć swoje zdjęcia. Na warsztatach plener trwał mniej więcej godzinę, do zrobienia parę zdjęć, a jak się tak zastanowić nad tym, co się fotografuje, to po pewnym czasie brakuje już pomysłów. A do tego stres, że wszystkie będą całkiem czarne. Na szczęście, coś jednak widać ( o "chwili prawdy" opowiem następnym razem). Używaliśmy negatywów czarno-białych.
Robienie zdjęć w ten sposób jest ciekawe, jednak najlepszą częścią jest czas spędzony w ciemni, a konkretnie tworzenie odbitek. Wtedy dopiero zaczyna się zabawa. Zdjęcia na papierze prezentują się dużo lepiej, niż zeskanowany negatyw.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























.jpg)